Dzień doberek wszystkim :) Niemal jak zawsze witam Was kochane, usmiechem szerokokątnym :) Humorek jest, bo niby dlaczego by nie??? Życie jest piekne, tylko czasami tego nie dostrzegamy. A tak duzo nam daje powodów do radosci...
Powinnam dzis sobie śpiewac stara, dobra piosenkę: ...od rana mam dobry humor... :) nawet sie wyspałam, co jakos ostatnio nie bardzo mi wychodziło. Z lekka napuchnieta byłam po przebudzeniu, ale tez dziwnie szybko stan ten minął. Od poniedziałku omijałam wagę, udając że wcale nie ma jej w łazience. Nie bardzo chciałam się wazyć... Po szaleństwacvh komuni obawiałam się, ze zobacze więcej niz było. Przeciez objadanko było nie tylko w niedzielę, zaczęło sie kolacją z gośćmi juz w sobotę, a zakończyło się we wtorek kawką z ciastem...No cóz, kobieta powinna byc czasem także grzeszna, a nie zawsze grzeczna :) Ale dzis wstąpiłam odważnie na wagę :) W mysl zasady, ze ponosze zawsze konsekwencje swoich czynów. I jest 1kg. mniej... :) Całe 1000 gram!!!! Znaczy to, zę minęłam pechowe 13 kg, na liczniku mam zrzucone 14kg :) Nie uda mi sie wywiązac z założonych 20kg. do urlopu (w lipcu), bo teraz tak powolnie spadają gramki. Ale jestem zadowolona, dumna z siebie :)
Czasem niektóre z Was zadają pytanie, jak to sie robi, jak zrzucic te kilogramy?? Duzo o tym juz pisałam, ale po raz kolejny Wam napisze co jest ważne. Od czego zacząc...? Od planu, wszystko musimy miec przemyslane. Odchudzanie takie od przypadku do przypadku nie da efektów. Kiedy zaplanujemy wszystko, jaka dieta, ile posiłków, pory posiłków, jak bedziemy ćwiczyc, wtedy będzie nam łatwiej. To takie planowanie długoterminowe. Poza tym codziennie planujemy co bedziemy jesc w dniu następnym i szykujemy sobie odpowiednie porcyjki dań. Unikniemy w ten sposób rzucania się na jedzonko, na to co wpadnie nam pod rękę. Zajadamy sobei o wyznaczonych porach, nie kiedy jesteśmy glodne tak, ze konik z kopytkami byłby odpowiednim daniem :)
To bardzo mi pomaga, plan byl dobrym pomysłem. A dalsze sprawy, to moja dieta. Niełaczenia. Nie jem razem węglowodanów i białek, czyli jak mięsko czy rybka, to z surówkami. Jka makaron to bez mięska. Bazuję na diecie dr.Haya, bo wydaje mi sie prostsza niz dieta Montignaca. Jak już tez pisałam, nie daje ta dieta spektakularnych wyników, ale rozłozone w czasie trwałe wyniki. A o to mi chodzi. Poza tym daje lepsze samopoczucie, więcej energii.
Dalsze zasady, to picie po posiłkach. Zawsze piję ok. 30minut po jedzeniu. Nigdy w trakcie i zaraz po. To tez wazne i daje efekty. oczywiście nie jadam po 19. Nie jem ziemniaków, białego pieczywa. Zdecydowanie duzo mniej jadam słodyczy. Choc nie pożegnałam się z nimi ostatecznie, czasem cos mi wpadnie pod rękę. Ale jęsli już, to najczęsciej jest to gorzka czekolada, a nie duże paki chałwy jak kiedyś :)
I rzecz nie do przecenienia, od poczatku wierzyłam, zę będę chudnąc,że uda mi sie wygrać tą walkę o figurę i zdrowie. Od poczatku byłam pozytywnie nastawiona, ja widziałam już siebie w mniejszym rozmiarze :)Jak napisała dzis Maja, nigdy nie pomyślałam sobei, ze czegos nie mogę, ja myślałam że nie chcę. Świadomośc tego, ze robimy cos dla siebie, dla swojego zdrowia, samopoczucia dodaje dodatkowego "kopa".Znacie to powiedzenie, ze wiara czyni cuda? I to jest najprawdziwsza prawda. jestem tego przykładem. Nie robię czegos szczególnie trudnego, naprawdę. Nie gloduję, nie cierpię, a chudnę. Ostatnio zaniedbałam ćwiczenia, na basen tez narazie trudno się wybrac, mąz jest zapracowany. A jednak kilogramki pomału, bo pomału, ale leca.
Dziewczyny drogie, nie traćcie zatem czasu na załamki, na smutki. Uwierzcie w siebie i w to, ze odrobina pracy, cierpliwości i systematyczności da efekty :)
Wracam do pracy, zaraz przyjedzie klient.
Pozdrawiam Was odchudzaczki :)